Beskid śląski

Polecamy:

Beskid śląski
opowieści

Oto trzy wybrane opowieść:

Stożek
trzecia opowieść

"Stożek". Beskid Śląski to podobno taki park miejski Ślązaków. Tak niektórzy określają urbanizację, czy inaczej mówiąc zagospodarowanie gór. Ja zagospodarowanie rozumiem w ten sposób, że tam, gdzie stoi hotel, dom wczasowy lub całoroczna kolej krzesełkowa to jest tam dojazd drogą o podobnej jakości jak asfaltowa. Znana jest mi stacja narciarska Stożek Wielki. Byłem tam latem i zimą, a dziadostwo jest przez cały rok. Do końca drogi asfaltowej nie sposób dojechać, bo jest wąska i bardzo zniszczona. Są w niej wielkie przełomy i to często na krawędzi, a rowem jest już potok. Gdy asfalt się kończy zaczyna parking na klepisku i zimą jak snieg przesłoni to tylko doły i wzgórza tam czuć, ale latem w deszczu...Od parkingu jeszcze kilkaset metrów, a może nawet jest kilometr drogi gruntowej do koleii krzesełkowej i dużego nowego pensjonatu.

Na Kotarz
druga opowieść

"Na Kotarz". Świetne były dawne wyjazdy w Beskidy. Pociąg bezpośredni z mojej miejscowości miałem do Kędzierzyna Koźla, a potem jeszcze przesiadka do Katowic i następna w kierunku Wisły Głębców. Wysiadałem na różnych stacjach, ale najczęściej Ustroń Polana lub Wisła Głębce. Pamiętam jedną z tych imprez, kiedy szliśmy wieczorem na Orłową do chatki studenckiej, a tam okazało się, że już jej nie ma. Przenocowaliśmy tak jak wielu przed nami w starym, walącym domu, który gospodyni zamiast rozebrać przeznaczyła na noclegi. Zabrakło schronisko to powstał kolejny prywatny interes. Następnego dnia zeszliśmy do Brennej i wzdłuż doliny wędrowaliśmy na Kotarz. Niezmiernie długie i ciężkie było to podejście, a patrząc na tzw. punktację GOT to ktoś się z tym GOT - em pomylił. My jednak z uporem dotarliśmy.

Bez wyciągu z Czantorii
pierwsza opowieść

"Bez wyciągu z Czantorii". Lubię górskie wędrówki, a tego dnia wyruszyłem z kolegą od Kubalonki na Stożek Wielki. Przejście łatwe nie było, bo już mieliśmy troche w nogach, a wczoraj była również trudna trasa. Odpoczynek na Stożku był krótki, a dalej przez Soszów Wielki i Przełęcz Beskidek zmierzaliśmy na Wielką Czantorię. Cały dzień nie piliśmy piwa, aby zaoszczędzić na wyciąg krzesełkowy z Czantorii na dół do Polany. Niestety trudno jest zachować odpowiednie tempo na tak długiej trasie. Informacje na mapach w tamtych czasach celowo bywały nieprecyzyjne i chyba na taki szczegół natrafiliśmy. Stacja kolejki była dokładnie po drugiej stronie góry niż to pokazano na mapie. Również dzięki tym pomyłkom, spóźniliśmy się 10 minut. Zejście z ciężkimi plecakami było koszmarne. Niemal turlaliśmy się po stoku narciarskim.